Chuj z piłkarzami i meczem. Ministra Mucha ma nowy pomysł. Niech ludzie przychodzą na stadiony dla... pokazów pirotechnicznych.
Czy ta kobieta ma pojęcie, o czym mówi? Czy wie, jak wygląda pirotechnika na stadionach? Wygląda na to, że wie to równie dobrze, jak to, jak wybiera się zespoły do gry o Superpuchar.
- Także w tej kwestii możemy znaleźć nić porozumienia - zapaliła iskierkę nadziei Mucha, odnosząc się do pirotechniki. Po chwili na tę iskierkę wylała jednak wiadro wody. Mrożącej krew w żyłach. Idiotyzm z tej wypowiedzi bije po oczach silniej niż Kliczko.
- Jeśli będziemy mówić o pokazie pirotechnicznym przed lub po meczu, robionym przez wyspecjalizowaną firmę, w sposób bezpieczny, przez ludzi którzy są do tego przygotowani, to o takiej pirotechnice można ze mną rozmawiać i ja taką pirotechnikę poprę – powiedziała ministra.
Odejdź kobieto. Montuj fotoradary, wspieraj związki partnerskie, szukaj trotylu, napisz słownik "mowy nienawiści", ale od polskiej piłki się odczep. Może jest gówniana, ale obecność w jej pobliżu Muchy sytuacji nie poprawi. Tylko jeszcze gorzej wkurwia.
sobota, 26 stycznia 2013
piątek, 25 stycznia 2013
Bereszyński "Judasz"? Pozdrawiam Doctora NWS
Najpierw były groźby - telefony, smsy, wpisy na forach internetowych i w komentarzach na portalach. Teraz idioci postanowili walczyć nutami...
Doctor NWS nagrał utwór. Poświęcił go Bartoszowi Bereszyńskiemu, który odszedł z Lecha Poznań do Legii Warszawa.
Trudno mi oceniać poziom muzyczny, bo z filharmonią blisko nie jestem, ze szkołą muzyczną także nie, ale słyszałem w życiu lepsze rzeczy. Ocenić mogę natomiast warstwę tekstową "Judasza" autorstwa Doctora NWS.
Nie wiem, co oznacza tajemniczy skrót NWS. Może Niezbyt Wiele Szarych (komórek w domyśle). Wiem natomiast, że Doctor szybko powinien udać się do... lekarza. Służę wykazem poznańskich placówek: http://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Szpitale_w_Poznaniu
Z kretynizmu nie leczą co prawda, ale może gustownie ubiorą w strój wiązany na plecach.
PS. Nie podaje linku do twórczości Doctora. Głupich niby nie sieją, ale nie ma co rozsiewać debilizmów...
Doctor NWS nagrał utwór. Poświęcił go Bartoszowi Bereszyńskiemu, który odszedł z Lecha Poznań do Legii Warszawa.
Trudno mi oceniać poziom muzyczny, bo z filharmonią blisko nie jestem, ze szkołą muzyczną także nie, ale słyszałem w życiu lepsze rzeczy. Ocenić mogę natomiast warstwę tekstową "Judasza" autorstwa Doctora NWS.
Nie wiem, co oznacza tajemniczy skrót NWS. Może Niezbyt Wiele Szarych (komórek w domyśle). Wiem natomiast, że Doctor szybko powinien udać się do... lekarza. Służę wykazem poznańskich placówek: http://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Szpitale_w_Poznaniu
Z kretynizmu nie leczą co prawda, ale może gustownie ubiorą w strój wiązany na plecach.
PS. Nie podaje linku do twórczości Doctora. Głupich niby nie sieją, ale nie ma co rozsiewać debilizmów...
środa, 23 stycznia 2013
Jesteś od podawania piłek? To je k... podawaj
Chłopcy od podawania piłek są na boisku od... UWAGA BĘDZIE NIESPODZIANKA - podawania piłek. W meczu Swansea z Chelsea jeden z nich nie wywiązał się ze swoich obowiązków. Dostał kopa od Edena Hazarda, a piłkarz wyleciał z boiska. Słusznie, ale...
Cała sytuacja miała miejsce w meczu Swansea - Chelsea w półfinale Pucharu Ligi Angielskiej. W 80. minucie, gdy w dwumeczu nadal było 2:0 dla "Łabędzi", które właśnie w takim stosunku wygrały na Stamford.
Na 10 minut przed końcem rewanżu piłka wypadła poza boisko. Chłopak od podawania futbolówek zamiast zwrócić piłkę do gry, przewrócił się i nakrył ją ciałem. Hazardowi się spieszyło. Po nieudanej próbie wyłuskania piłki, w końcu z nerwów kopnął chłopaka i... rozbił bank. Piłka się pojawiła. Belg nie zdążył wprowadzić jej do gry. Sędzia wyrzucił go z boiska.
Arbiter nie mógł zachować się inaczej. Piłkarz musiał wylecieć z boiska za niesportową postawę. Oczywiście media szybko zareagowały słowami "skandal" i "bandyta", użalając się jednocześnie nad "poturbowanym" i "pokopanym" chłopakiem. Problem w tym, że ten ani nie został poturbowany, ani skopany. Dostał jedynie kopa za brak... postawy fair play.
Gdyby Demba Ba strzelił w środę gola ręką, a Juan Mata "zanurkował" i wywalczył rzut karny, słynny już chłopak od podawania piłek kląłby pewnie na czym świat stoi i wyzywał zawodników Chelsea od najgorszych. Sam zachował się jednak dokładnie tak samo.
Oczywiście zachowanie Hazarda należy napiętnować. Młody piłkarz nie powinien pozwolić, by puściły mu nerwy. Jednocześnie jednak nie można pisać o pokrzywdzonym chłopaku od podawania piłek. Bo jego obowiązkiem jest PODAWANIE PIŁEK, a nie przykrywanie ich brzuchem, bo może się okazać, że niedaleko pojawi się jakiś piłkarz, którego zadaniem jest kopanie piłki. I chce swoje obowiązki wykonywać...
ZOBACZCIE CAŁE ZAJŚCIE:
Cała sytuacja miała miejsce w meczu Swansea - Chelsea w półfinale Pucharu Ligi Angielskiej. W 80. minucie, gdy w dwumeczu nadal było 2:0 dla "Łabędzi", które właśnie w takim stosunku wygrały na Stamford.
Na 10 minut przed końcem rewanżu piłka wypadła poza boisko. Chłopak od podawania futbolówek zamiast zwrócić piłkę do gry, przewrócił się i nakrył ją ciałem. Hazardowi się spieszyło. Po nieudanej próbie wyłuskania piłki, w końcu z nerwów kopnął chłopaka i... rozbił bank. Piłka się pojawiła. Belg nie zdążył wprowadzić jej do gry. Sędzia wyrzucił go z boiska.
Arbiter nie mógł zachować się inaczej. Piłkarz musiał wylecieć z boiska za niesportową postawę. Oczywiście media szybko zareagowały słowami "skandal" i "bandyta", użalając się jednocześnie nad "poturbowanym" i "pokopanym" chłopakiem. Problem w tym, że ten ani nie został poturbowany, ani skopany. Dostał jedynie kopa za brak... postawy fair play.
Gdyby Demba Ba strzelił w środę gola ręką, a Juan Mata "zanurkował" i wywalczył rzut karny, słynny już chłopak od podawania piłek kląłby pewnie na czym świat stoi i wyzywał zawodników Chelsea od najgorszych. Sam zachował się jednak dokładnie tak samo.
Oczywiście zachowanie Hazarda należy napiętnować. Młody piłkarz nie powinien pozwolić, by puściły mu nerwy. Jednocześnie jednak nie można pisać o pokrzywdzonym chłopaku od podawania piłek. Bo jego obowiązkiem jest PODAWANIE PIŁEK, a nie przykrywanie ich brzuchem, bo może się okazać, że niedaleko pojawi się jakiś piłkarz, którego zadaniem jest kopanie piłki. I chce swoje obowiązki wykonywać...
ZOBACZCIE CAŁE ZAJŚCIE:
Podbeskidzie i GKS nie chcą walczyć o utrzymanie
Do początku rundy wiosennej w Ekstraklasie zostało jeszcze trochę czasu. Kilka tygodni złudzeń dla kibiców Podbeskidzia Bielsko-Biała i GKS Bełchatów.
Od zakończenia katastrofalnej dla tych zespołów rundy jesiennej minął już ponad miesiąc. Wydawało się, że końcówka 2012 i początek 2013 roku będą wypełnione transferowymi doniesieniami z obu klubów. Tymczasem wygląda na to, że kandydaci do spadku już pogodzili się z grą w I lidze w sezonie 2013-14.
GKS i Podbeskidzie zimowe przygotowania zaczęły z nowymi trenerami. W Bełchatowie znowu dowodzi Kamil Kiereś, który zaczynał sezon, a "Górali" poprowadzi Dariusz Kubicki. Od ich zatrudnienia minęło już sporo dni, a w rubryce "Przybyli", jeśli chodzi o zawodników, pustki. Do tej pory jedynym nowym piłkarzem w którymś z tych dwóch drużyn jest Błażej Telichowski, który dołączył do Podbeskidzia.
Na miesiąc przed startem rundy wiosennej w Bełchatowie i Bielsku-Białej rzucają nazwiskami i zastanawiają się, czy postawić na młodych zawodników czy ściągać ligowych wyjadaczy. Decyzji brak, a czas ucieka. Trudno będzie się dziwić, jeśli wiosną zaczną uciekać rywale i na długo przed ostatnią kolejką los GKS i Podbeskidzia będzie przesądzony.
Kilka sezonów temu Odra Wodzisław Śląski sprowadziła zimą kilku zawodników. Dariusz Kozielski robił wszystko, by uratować zespół przed spadkiem, bowiem domyślał się, że to może być koniec piłki w tym mieście. Misja się nie powiodła. Odra spadła, a teraz gra w III lidze i nie liczy się w walce o awans. W Bielsku-Białej i Bełchatowie pojawiają się głosy, że trzeba powoli budować zespół, który w kolejnym sezonie powalczy o powrót do Ekstraklasy. W ostatnich latach takie powroty udało się zaliczyć Widzewowi Łódź, Górnikowi Zabrze, Piastowi Gliwice. Są też jednak przykładu mniej optymistyczne - Zagłębie Sosnowiec, ŁKS Łódź, Polonia Bytom, Arka Gdynia, wspomniana Odra. Dlatego dziwię się, że działacze GKS i Podbeskidzia po rozwiązaniu umów z wieloma zawodnikami nie ściągnęli już nowych i nie pozwolili pracować trenerom w spokoju. 9 punktów do Ruchu Chorzów i 10 do Korony Kielce to dystans spory, ale nie taki, którego nie dałoby się odrobić. Oczywiście przy innym myśleniu. A tak spadkowiczów już znamy...
Od zakończenia katastrofalnej dla tych zespołów rundy jesiennej minął już ponad miesiąc. Wydawało się, że końcówka 2012 i początek 2013 roku będą wypełnione transferowymi doniesieniami z obu klubów. Tymczasem wygląda na to, że kandydaci do spadku już pogodzili się z grą w I lidze w sezonie 2013-14.
GKS i Podbeskidzie zimowe przygotowania zaczęły z nowymi trenerami. W Bełchatowie znowu dowodzi Kamil Kiereś, który zaczynał sezon, a "Górali" poprowadzi Dariusz Kubicki. Od ich zatrudnienia minęło już sporo dni, a w rubryce "Przybyli", jeśli chodzi o zawodników, pustki. Do tej pory jedynym nowym piłkarzem w którymś z tych dwóch drużyn jest Błażej Telichowski, który dołączył do Podbeskidzia.
Na miesiąc przed startem rundy wiosennej w Bełchatowie i Bielsku-Białej rzucają nazwiskami i zastanawiają się, czy postawić na młodych zawodników czy ściągać ligowych wyjadaczy. Decyzji brak, a czas ucieka. Trudno będzie się dziwić, jeśli wiosną zaczną uciekać rywale i na długo przed ostatnią kolejką los GKS i Podbeskidzia będzie przesądzony.
Kilka sezonów temu Odra Wodzisław Śląski sprowadziła zimą kilku zawodników. Dariusz Kozielski robił wszystko, by uratować zespół przed spadkiem, bowiem domyślał się, że to może być koniec piłki w tym mieście. Misja się nie powiodła. Odra spadła, a teraz gra w III lidze i nie liczy się w walce o awans. W Bielsku-Białej i Bełchatowie pojawiają się głosy, że trzeba powoli budować zespół, który w kolejnym sezonie powalczy o powrót do Ekstraklasy. W ostatnich latach takie powroty udało się zaliczyć Widzewowi Łódź, Górnikowi Zabrze, Piastowi Gliwice. Są też jednak przykładu mniej optymistyczne - Zagłębie Sosnowiec, ŁKS Łódź, Polonia Bytom, Arka Gdynia, wspomniana Odra. Dlatego dziwię się, że działacze GKS i Podbeskidzia po rozwiązaniu umów z wieloma zawodnikami nie ściągnęli już nowych i nie pozwolili pracować trenerom w spokoju. 9 punktów do Ruchu Chorzów i 10 do Korony Kielce to dystans spory, ale nie taki, którego nie dałoby się odrobić. Oczywiście przy innym myśleniu. A tak spadkowiczów już znamy...
czwartek, 17 stycznia 2013
Fornalik tworzy sobie reprezentanta. I słusznie
Waldemar Fornalik powołał kadrę na mecz z Rumunią. Mógł wziąć piłkarzy z Ekstraklasy. I szybko zaczął się lament, że powołał niespełna 18-letniego Mariusza Stępińskiego.
Lament miesza się oczywiście z brawami dla Fornalika za odwagę. Sam jestem w tej drugiej grupie, a narzekania tylko mnie wkurwiają.
Fornalika krytykują bowiem głównie osoby, które o zawodnikach wiedzą tyle, ile powiedzą im liczby na 90minut.pl. Wejdzie taki, popatrzy, że Stępiński strzelił 3 gole jesienią i zaczyna sączyć jad. "Czemu nie ma Ślusarskiego, który strzelił jesienią 8 gol?", "Gdzie jest Maciej Korzym?" - piszą internauci, podważając zasadność powołania Stepińskiego.
Oczywiście tym samym krytykom nie przeszkadzało powoływanie Arkadiusza Milika, tylko rok starszego od Stępińskiego. To w dużym stopniu oni domagali się, by Milika wypuścić na Anglików. Ale za byłym już napastnikiem Górnika Zabrze stały według "znawców" liczby - piłkarz, który został zawodnikiem Bayeru Leverkusen, na początku sezonu imponował skutecznością.
Pewnie mało kto w tym momencie uwierzy, bo przecież liczby tego nie potwierdzają, że Stępiński to większy talent niż Milik. Oczywiście niekoniecznie zrobi większą karierę, ale wachlarz jego możliwości jest bez wątpienia bardziej rozłożysty. Fornalik to dostrzegł i powołał chłopaka na TOWARZYSKIE spotkanie. W ten sposób być może stworzy sobie zawodnika, na którego będzie mógł liczyć w przyszłości. Niekoniecznie już na Wembley, ale gdybyśmy awansowali na mundial do Brazylii... A co zyskałby selekcjoner powołując Ślusarskiego? Miano bohatera.... kilku żartów o sobie.
Stępińskiemu kibicuje i mam nadzieję, że po meczu z Rumunią ci, którzy teraz narzekają, będą pierwsi wypinali piersi po orderu i będą pisali, że przecież wiedzieli, jakim to talentem jest Stępiński. Póki co polecam im transmisję, to będą wiedzieli nie tylko ze zdjęć jak wygląda zawodnik Widzewa Łódź.
Lament miesza się oczywiście z brawami dla Fornalika za odwagę. Sam jestem w tej drugiej grupie, a narzekania tylko mnie wkurwiają.
Fornalika krytykują bowiem głównie osoby, które o zawodnikach wiedzą tyle, ile powiedzą im liczby na 90minut.pl. Wejdzie taki, popatrzy, że Stępiński strzelił 3 gole jesienią i zaczyna sączyć jad. "Czemu nie ma Ślusarskiego, który strzelił jesienią 8 gol?", "Gdzie jest Maciej Korzym?" - piszą internauci, podważając zasadność powołania Stepińskiego.
Oczywiście tym samym krytykom nie przeszkadzało powoływanie Arkadiusza Milika, tylko rok starszego od Stępińskiego. To w dużym stopniu oni domagali się, by Milika wypuścić na Anglików. Ale za byłym już napastnikiem Górnika Zabrze stały według "znawców" liczby - piłkarz, który został zawodnikiem Bayeru Leverkusen, na początku sezonu imponował skutecznością.
Pewnie mało kto w tym momencie uwierzy, bo przecież liczby tego nie potwierdzają, że Stępiński to większy talent niż Milik. Oczywiście niekoniecznie zrobi większą karierę, ale wachlarz jego możliwości jest bez wątpienia bardziej rozłożysty. Fornalik to dostrzegł i powołał chłopaka na TOWARZYSKIE spotkanie. W ten sposób być może stworzy sobie zawodnika, na którego będzie mógł liczyć w przyszłości. Niekoniecznie już na Wembley, ale gdybyśmy awansowali na mundial do Brazylii... A co zyskałby selekcjoner powołując Ślusarskiego? Miano bohatera.... kilku żartów o sobie.
Stępińskiemu kibicuje i mam nadzieję, że po meczu z Rumunią ci, którzy teraz narzekają, będą pierwsi wypinali piersi po orderu i będą pisali, że przecież wiedzieli, jakim to talentem jest Stępiński. Póki co polecam im transmisję, to będą wiedzieli nie tylko ze zdjęć jak wygląda zawodnik Widzewa Łódź.
Szkoła jest, ale uczniowie w większości trójkowi...
Polska szkoła bramkarska - takie termin uknuto kilka sezonów temu. Nasi specjaliści od łapania piłki byli wysoko cenieni w Europie. Obecnie poza Wojciechem Szczęsnym nie mamy nikogo regularnie broniącego w dużym klubie, ale polskich golkiperów w Europie i tak jest sporo.
Szczęsny w Arsenalu, Kuszczak w Manchesterze United, a do tego jeszcze Artur Boruc np. w FC Barcelona. Wszyscy jako podstawowi bramkarze tych wielkich klubów. Balon oczekiwań polskich kibiców był dmuchany do granic możliwości. W końcu pękł...
Polscy bramkarze nadal są cenieni w Europie, ale szybko okazało się, że inne kraje nadrobiły dystans i produkują nawet lepszych "łapaczy".
Obecnie tylko Wojciech Szczęsny broni regularnie w znaczącym klubie Starego Kontynentu. Trzeba jednak przyznać, że Arsenal na najwyższej półce europejskiej już od kilku sezonów nie jest ustawiany. Do Relau, Barceony, Manchesteru City i Manchesteru United "Kanonierzy" trochę tracą.
Zmiennikiem Szczęsnego w Arsenalu jest Łukasz Fabiański. Były legionista utknął w klubie z Londynu, gdzie krąży między ławką rezerwowych, a gabinetami lekarzy. Gdy bywa zdrowy, to i tak nie dostaje szanse od Wengera. Czas spojrzeć prawdzie w oczy i porzucić plany podboju Europy.
W pewnym momencie taką decyzję podjął Tomasz Kuszczak. Wyrwał się z Manchesteru United i wylądował w 2. lidze. Związał się z Brighton&Hove Albion. Gra regularnie, broni dobrze, ale do piłki przez wielkie "P" raczej już nie wróci.
Podobnie jak Artur Boruc, który wylądował w Southampton. Po początkowych kłopotach w ekipie "Świętych" ostatnio zaczął bronić. Liczę, że wreszcie pożegnał wszelkie kłopoty i jeszcze będzie błyszczał w Premier League.
Niestety na ławce rezerwowych wylądował Przemysław Tytoń. Polski bohater Euro 2012 stracił miejsce w składzie PSV Eindhoven i dostał zgodę na odejście. Wątpliwe, by wylądował w silniejszym klubie. Raczej zanotuje drogę, którą przeszedł Paweł Kieszek. Były golkiper Polonii Warszawa był w FC Porto, a teraz znowu gra w słabszym klubie - Vitorii Setubal. Wracając do Holandii, to w byłym klubie Tytonia, Rodzie Kerkrade, nieźle spisuje się Filip Kurto. Jego zmiennikiem jest Mateusz Prus.
Od kilku sezonów w Norwegii gra Piotr Leciejewski. Mówiło się, że może nawet zagrać w tamtejszej reprezentacji, ale ostatecznie nic takiego się nie wydarzyło. 28-letni bramkarz Brann Bergen prezentuje się solidnie, ale pozostanie lokalną gwiazdą. Jak Dawid Pietrzkiewicz w Azerbejdżanie lub Radosław Cierzniak w Dundee United. "Mandarynki" miło wspomina zapewne Łukasz Załuska, który po transferze do Celtiku Glasgow wysiedział sobie miejsce na ławce rezerwowych. Taką samą pozycję od kilku miesięcy przyjmuje Wojciech Pawłowski. Utalentowany bramkarz jest trzecim golkiperem Udinese Calcio. Czy w którymś momencie podbije Serie A? Czymś więcej niż umiejętnościami lingwistycznymi...
Niektórzy Polscy bramkarze w Europie:
ANGLIA:
Bartosz Białkowski (Notts County)
Artur Boruc (Southampton FC)
Artur Krysiak (Exeter City)
Tomasz Kuszczak (Brighton&Hove Albion)
Grzegorz Sandomierski (Blackburn Rovers)
AZERBEJDŻAN:
Dawid Pietrzkiewicz (Simurq Zaqatala)
Łukasz Sapela (Revan Baku)
CYPR:
Paweł Kapsa (Olympiakos Limassol)
Michał Kula (Onissilos Sotiras)
Arkadiusz Malarz (Ethnikos Achnas)
Maciej Zając (AO Ayia Napa)
HOLANDIA:
Filip Bednarek (Twente Enschede)
Filip Kurto (Roda Kerkrade)
Mateusz Prus (Roda Kerkrade)
Przemysław Tytoń (PSV Eindhoven)
NORWEGIA:
Piotr Leciejewski (Brann Bergen)
PORTUGALIA:
Paweł Kieszek (Vitoria Setubal)
SZKOCJA:
Radosław Cierzniak (Dundee United)
Łukasz Załuska (Celtic Glasgow)
WŁOCHY:
Wojciech Pawłowski (Udinese Calcio)
Szczęsny w Arsenalu, Kuszczak w Manchesterze United, a do tego jeszcze Artur Boruc np. w FC Barcelona. Wszyscy jako podstawowi bramkarze tych wielkich klubów. Balon oczekiwań polskich kibiców był dmuchany do granic możliwości. W końcu pękł...
Polscy bramkarze nadal są cenieni w Europie, ale szybko okazało się, że inne kraje nadrobiły dystans i produkują nawet lepszych "łapaczy".
Obecnie tylko Wojciech Szczęsny broni regularnie w znaczącym klubie Starego Kontynentu. Trzeba jednak przyznać, że Arsenal na najwyższej półce europejskiej już od kilku sezonów nie jest ustawiany. Do Relau, Barceony, Manchesteru City i Manchesteru United "Kanonierzy" trochę tracą.
Zmiennikiem Szczęsnego w Arsenalu jest Łukasz Fabiański. Były legionista utknął w klubie z Londynu, gdzie krąży między ławką rezerwowych, a gabinetami lekarzy. Gdy bywa zdrowy, to i tak nie dostaje szanse od Wengera. Czas spojrzeć prawdzie w oczy i porzucić plany podboju Europy.
W pewnym momencie taką decyzję podjął Tomasz Kuszczak. Wyrwał się z Manchesteru United i wylądował w 2. lidze. Związał się z Brighton&Hove Albion. Gra regularnie, broni dobrze, ale do piłki przez wielkie "P" raczej już nie wróci.
Podobnie jak Artur Boruc, który wylądował w Southampton. Po początkowych kłopotach w ekipie "Świętych" ostatnio zaczął bronić. Liczę, że wreszcie pożegnał wszelkie kłopoty i jeszcze będzie błyszczał w Premier League.
Niestety na ławce rezerwowych wylądował Przemysław Tytoń. Polski bohater Euro 2012 stracił miejsce w składzie PSV Eindhoven i dostał zgodę na odejście. Wątpliwe, by wylądował w silniejszym klubie. Raczej zanotuje drogę, którą przeszedł Paweł Kieszek. Były golkiper Polonii Warszawa był w FC Porto, a teraz znowu gra w słabszym klubie - Vitorii Setubal. Wracając do Holandii, to w byłym klubie Tytonia, Rodzie Kerkrade, nieźle spisuje się Filip Kurto. Jego zmiennikiem jest Mateusz Prus.
Od kilku sezonów w Norwegii gra Piotr Leciejewski. Mówiło się, że może nawet zagrać w tamtejszej reprezentacji, ale ostatecznie nic takiego się nie wydarzyło. 28-letni bramkarz Brann Bergen prezentuje się solidnie, ale pozostanie lokalną gwiazdą. Jak Dawid Pietrzkiewicz w Azerbejdżanie lub Radosław Cierzniak w Dundee United. "Mandarynki" miło wspomina zapewne Łukasz Załuska, który po transferze do Celtiku Glasgow wysiedział sobie miejsce na ławce rezerwowych. Taką samą pozycję od kilku miesięcy przyjmuje Wojciech Pawłowski. Utalentowany bramkarz jest trzecim golkiperem Udinese Calcio. Czy w którymś momencie podbije Serie A? Czymś więcej niż umiejętnościami lingwistycznymi...
Niektórzy Polscy bramkarze w Europie:
ANGLIA:
Bartosz Białkowski (Notts County)
Artur Boruc (Southampton FC)
Artur Krysiak (Exeter City)
Tomasz Kuszczak (Brighton&Hove Albion)
Grzegorz Sandomierski (Blackburn Rovers)
AZERBEJDŻAN:
Dawid Pietrzkiewicz (Simurq Zaqatala)
Łukasz Sapela (Revan Baku)
CYPR:
Paweł Kapsa (Olympiakos Limassol)
Michał Kula (Onissilos Sotiras)
Arkadiusz Malarz (Ethnikos Achnas)
Maciej Zając (AO Ayia Napa)
HOLANDIA:
Filip Bednarek (Twente Enschede)
Filip Kurto (Roda Kerkrade)
Mateusz Prus (Roda Kerkrade)
Przemysław Tytoń (PSV Eindhoven)
NORWEGIA:
Piotr Leciejewski (Brann Bergen)
PORTUGALIA:
Paweł Kieszek (Vitoria Setubal)
SZKOCJA:
Radosław Cierzniak (Dundee United)
Łukasz Załuska (Celtic Glasgow)
WŁOCHY:
Wojciech Pawłowski (Udinese Calcio)
wtorek, 15 stycznia 2013
Jedni wolą salami, inni boczek z włosami...
Polski piłkarz nie jest towarem, który na europejskich półkach stoi najwyżej podczas okienek transferowych. Dzięki Pawłowi Wszołkowi może być jeszcze gorzej...
Działacze Hannover 96 byli zdeterminowani, by pozyskać Wszołka. Gdy po raz pierwszy wywinął numer i nie przyleciał na testy medyczne, zrozumieli. Przysłali nawet do Polski swojego człowieka, który miał rozwiać wątpliwości piłkarza w sprawie transferu. Misja się powiodła. Wszołek ustalił warunki umowy, obiecał przylecieć na testy i wydawało się, że jest "pozamiatane".
We wtorek wybuchła jednak bomba. Wszołek zamiast Niemiec woli Cetniewo i zgrupowanie Polonii Warszawa. Jego prawo. Jedni lubią salami, a drudzy boczek z włosami...
Problem w tym, że takim zachowaniem Wszołek robi złą reklamę nie tylko sobie, ale i wszystkim innym polskim piłkarzom.
Ktoś powie, że przecież z Milikiem, Lewandowski i kilkoma innymi nie było problemu, więc przypadek Wszołka nie spowoduje strat. A jednak. Zawsze bardziej pamięta się przykłady złe niż dobre. Tak też będzie z tą akcją. Najpierw świat dostał komunikat, że mamy stadion, gdzie nie da się zamknąć dachu, gdy pada deszcz, a teraz, że mamy piłkarzy, dla których dane słowo jest warte mniej niż splunięcie.
Był moment, gdy wydawało się, że Wszołek to kumaty gość. Ułożony, inteligentny i wiedzący, co chce osiągnąć. Teraz, gdy ma szansę wyrwać się, a nawet jest wręcz wypychany z Konwiktorskiej, nie chce tego zrobić. I to w sytuacji, gdy już nie może niczego zwalić na pośpiech, na to, że nie zapoznał się z warunkami kontraktu czy na czarnego kota, który przebiegł mu drogę. W sobotę wszystko widział, wszystko ustalił i dał słowo. Na kilka godzin przed lotem mu się odwidziało.
Wściekli będą w Hannover 96, wściekły będzie Ireneusz Król, który liczył na pieniądze z transferu, wściekli będą partnerzy z Polonii, bo może nie dostaną zaległej kasy. Zadowolony będzie tylko Wszołek. Do czasu aż zacznie sobie pluć w brodę. Oczywiście, gdy ta broda chłopaczkowi, bo Wszołek jak mężczyzna się nie zachowuje, zacznie rosnąć...
PS. Oczywiście Wszołek może teraz wmawiać wszystkim, że nic nie obiecywał i nie dawał słowa, a wszyscy w Hannover 96 mają taką nową zabawę - "Czekamy na Wszołka. Może dziś przyleci". Ale głupi Ci Niemcy, parafrazując słowa Obelixa o Rzymianach...
Działacze Hannover 96 byli zdeterminowani, by pozyskać Wszołka. Gdy po raz pierwszy wywinął numer i nie przyleciał na testy medyczne, zrozumieli. Przysłali nawet do Polski swojego człowieka, który miał rozwiać wątpliwości piłkarza w sprawie transferu. Misja się powiodła. Wszołek ustalił warunki umowy, obiecał przylecieć na testy i wydawało się, że jest "pozamiatane".
We wtorek wybuchła jednak bomba. Wszołek zamiast Niemiec woli Cetniewo i zgrupowanie Polonii Warszawa. Jego prawo. Jedni lubią salami, a drudzy boczek z włosami...
Problem w tym, że takim zachowaniem Wszołek robi złą reklamę nie tylko sobie, ale i wszystkim innym polskim piłkarzom.
Ktoś powie, że przecież z Milikiem, Lewandowski i kilkoma innymi nie było problemu, więc przypadek Wszołka nie spowoduje strat. A jednak. Zawsze bardziej pamięta się przykłady złe niż dobre. Tak też będzie z tą akcją. Najpierw świat dostał komunikat, że mamy stadion, gdzie nie da się zamknąć dachu, gdy pada deszcz, a teraz, że mamy piłkarzy, dla których dane słowo jest warte mniej niż splunięcie.
Był moment, gdy wydawało się, że Wszołek to kumaty gość. Ułożony, inteligentny i wiedzący, co chce osiągnąć. Teraz, gdy ma szansę wyrwać się, a nawet jest wręcz wypychany z Konwiktorskiej, nie chce tego zrobić. I to w sytuacji, gdy już nie może niczego zwalić na pośpiech, na to, że nie zapoznał się z warunkami kontraktu czy na czarnego kota, który przebiegł mu drogę. W sobotę wszystko widział, wszystko ustalił i dał słowo. Na kilka godzin przed lotem mu się odwidziało.
Wściekli będą w Hannover 96, wściekły będzie Ireneusz Król, który liczył na pieniądze z transferu, wściekli będą partnerzy z Polonii, bo może nie dostaną zaległej kasy. Zadowolony będzie tylko Wszołek. Do czasu aż zacznie sobie pluć w brodę. Oczywiście, gdy ta broda chłopaczkowi, bo Wszołek jak mężczyzna się nie zachowuje, zacznie rosnąć...
PS. Oczywiście Wszołek może teraz wmawiać wszystkim, że nic nie obiecywał i nie dawał słowa, a wszyscy w Hannover 96 mają taką nową zabawę - "Czekamy na Wszołka. Może dziś przyleci". Ale głupi Ci Niemcy, parafrazując słowa Obelixa o Rzymianach...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

