piątek, 22 marca 2013
Nic na gorąco, bo "zły początek ustawia wszystko..."
Miał być komentarz na gorąco po meczu. Nie będzie. Pojawi się dopiero w sobotę rano. Po co się jeszcze dalej denerwować...
czwartek, 21 marca 2013
Supersnajpera im brakuje, ale to nie musi być problem
Do meczu z Ukrainą zostały godziny. Na co stać rywali Polski? Na... wszystko i to pomimo braku klasowego snajpera.
Przed meczem z Ukrainą wszyscy skupiają się na problemach i atutach kadry Waldemara Fornalika. Ma grać Obraniak czy nie? Strzeli Robert Lewandowski gola czy nie? Musimy grać prawą stroną, bo tam mamy duet Błaszczykowski - Piszczek. I tak dalej...
O Ukraińcach mówi się mało lub prawie wcale, chociaż wszędzie trąbi się, że dla Polski to najważniejszy mecz wiosny.
Ukraińcy także mają swoje radości i zmartwienia. Na pewno plusem jest dla nich obecność w kadrze Andrija Piatowa. Bramkarz Szachtara Donieck od dłuższego czasu ma pewny plac w reprezentacji i regularnie zbiera doświadczenie w europejskich pucharach w barwach Szachtara Donieck. Robert Lewandowski znalazł na niego sposób w 1/8 finału Ligi Mistrzów, ale polski zespół narodowy to jednak nie Borussia, więc o sytuacje będzie pewnie trudniej.
"Lewy" w Lidze Mistrzów przekonał się też o umiejętnościach środkowych obrońców Szachtara - Ołeksandra Kuczera i Jarosława Rakickij'ego. Obaj są silni, twardzi i pewnie będą próbowali szybko pozbawić Lewandowskiego chęci do gry, ale wirtuozami defensywy nie są i trzeba czyhać na ich błąd.
Najsilniejsza formacją Ukraińców jest bez wątpienia druga linia. Wypadł co prawda Jewhen Konoplanka, ale nadal jest inny szybkobiegacz - Andrij Jarmolenko. Na drugim skrzydle zagra pewnie Mykoła Moroziuk. W środku piekielnie mocny duet - Rusłan Rotan - Anatolij Tymoszczuk. Jeśli ten drugi będzie miał swój dzień, to będzie na boisku wszędzie. Od własnego pola karnego po pole karne Polaków.
Największym problemem Ukraińców jest natomiast atak. Andrij Szewczenko zakończył karierę, Andriej Woronin także, więc Mychajło Fomenko ma problem. Do kadry powołał Jewhena Selezniowa, Marko Devicia, Romana Zozulję oraz Wołodymira Homeniuka. Żaden z nich nie imponuje w tym sezonie. Dević jest tylko rezerwowym w Szachtarze Donieck i strzelił 5 goli w 15 meczach, Selezniow latem z tegoż Szachtara odszedł do Dnipro Dniepropietrowsk i łącznie też zdobył 5 bramek, Homeniuk na listę strzelców w meczach Arsenału Kijów wpisał się 3 razy, a Zozulja trafił 4 razy dla Dnipro.
Czy jest się kogo bać? Absolutnie nie, ale kto wie, czy takie mecze nie są dla reprezentacji Polski najgorsze. Z jednej strony kluby piłkarzy rywala nie powalają na kolana - skoro Borussia Polaków pobiła Szachtar - a z drugiej Fomenko dysponuje wyrównanym zespołem z liderem w postaci Tymoszczuka, który, gdy ma swój dzień, dzieli i rządzi na murawie.
Przed meczem z Ukrainą wszyscy skupiają się na problemach i atutach kadry Waldemara Fornalika. Ma grać Obraniak czy nie? Strzeli Robert Lewandowski gola czy nie? Musimy grać prawą stroną, bo tam mamy duet Błaszczykowski - Piszczek. I tak dalej...
O Ukraińcach mówi się mało lub prawie wcale, chociaż wszędzie trąbi się, że dla Polski to najważniejszy mecz wiosny.
Ukraińcy także mają swoje radości i zmartwienia. Na pewno plusem jest dla nich obecność w kadrze Andrija Piatowa. Bramkarz Szachtara Donieck od dłuższego czasu ma pewny plac w reprezentacji i regularnie zbiera doświadczenie w europejskich pucharach w barwach Szachtara Donieck. Robert Lewandowski znalazł na niego sposób w 1/8 finału Ligi Mistrzów, ale polski zespół narodowy to jednak nie Borussia, więc o sytuacje będzie pewnie trudniej.
"Lewy" w Lidze Mistrzów przekonał się też o umiejętnościach środkowych obrońców Szachtara - Ołeksandra Kuczera i Jarosława Rakickij'ego. Obaj są silni, twardzi i pewnie będą próbowali szybko pozbawić Lewandowskiego chęci do gry, ale wirtuozami defensywy nie są i trzeba czyhać na ich błąd.
Najsilniejsza formacją Ukraińców jest bez wątpienia druga linia. Wypadł co prawda Jewhen Konoplanka, ale nadal jest inny szybkobiegacz - Andrij Jarmolenko. Na drugim skrzydle zagra pewnie Mykoła Moroziuk. W środku piekielnie mocny duet - Rusłan Rotan - Anatolij Tymoszczuk. Jeśli ten drugi będzie miał swój dzień, to będzie na boisku wszędzie. Od własnego pola karnego po pole karne Polaków.
Największym problemem Ukraińców jest natomiast atak. Andrij Szewczenko zakończył karierę, Andriej Woronin także, więc Mychajło Fomenko ma problem. Do kadry powołał Jewhena Selezniowa, Marko Devicia, Romana Zozulję oraz Wołodymira Homeniuka. Żaden z nich nie imponuje w tym sezonie. Dević jest tylko rezerwowym w Szachtarze Donieck i strzelił 5 goli w 15 meczach, Selezniow latem z tegoż Szachtara odszedł do Dnipro Dniepropietrowsk i łącznie też zdobył 5 bramek, Homeniuk na listę strzelców w meczach Arsenału Kijów wpisał się 3 razy, a Zozulja trafił 4 razy dla Dnipro.
Czy jest się kogo bać? Absolutnie nie, ale kto wie, czy takie mecze nie są dla reprezentacji Polski najgorsze. Z jednej strony kluby piłkarzy rywala nie powalają na kolana - skoro Borussia Polaków pobiła Szachtar - a z drugiej Fomenko dysponuje wyrównanym zespołem z liderem w postaci Tymoszczuka, który, gdy ma swój dzień, dzieli i rządzi na murawie.
piątek, 15 marca 2013
Teraz to on jest najlepszym polskim bramkarzem. Po tzech interwencjach
OBECNIE
Przemysław Tytoń? Słabiak...
Wojciech Szczęsny? Słabiak...
Łukasz Załuska? Słabiak...
Artur Boruc? Słabiak...
Tomasz Kuszczak? Słabiak...
Teraz idolem bramkarskim Polski jest Łukasz Fabiański! Już widziałem wpisy i komentarze po meczu Arsenalu z Bayernem (Fabiański zagrał 90 minut, nie puścił gola, zanotował 2-3 bardzo dobre interwencje), że Waldemar Fornalik pośpieszył się z powołaniami na mecz z Ukrainą! Ba, że Fabiański jest najlepszym rozwiązaniem i Boruc oraz Szczęsny mogliby go podziwiać z trybun Stadionu Narodowego.
Tyle "kibice". Swoje dorzuciły też media, pisząc o fenomenalnym występie, kapitalnym meczu i cudownych interwencjach. Można byłoby pomyśleć, że Fabiański zagrał mecz życia. Nic takiego się jednak nie zdarzyło. Były piłkarz Legii Warszawa bronił dobrze, ale nie miał zbyt wiele pracy, a interwencję na światowym poziomie zanotował jedną - przy strzale Robbena.
W Polsce, ale nie tylko, szybko wynosi się piłkarzy na piedestał. Fabiański z wyśmiewanego do niedawna rezerwowego stał się bohaterem. Dla wielu przysłonił nawet wybranego kilka chwil wcześniej papieża.
Fabiańskiemu trzeba życzyć jak najlepiej, bo to porządny bramkarz i fajny człowiek. Dlatego wierzę, że nie zachłyśnie się jednym występem i kilkoma pochlebnymi komentarzami - a szczególnie tymi w polskich mediach i polskich "znawców".
Przemysław Tytoń? Słabiak...
Wojciech Szczęsny? Słabiak...
Łukasz Załuska? Słabiak...
Artur Boruc? Słabiak...
Tomasz Kuszczak? Słabiak...
Teraz idolem bramkarskim Polski jest Łukasz Fabiański! Już widziałem wpisy i komentarze po meczu Arsenalu z Bayernem (Fabiański zagrał 90 minut, nie puścił gola, zanotował 2-3 bardzo dobre interwencje), że Waldemar Fornalik pośpieszył się z powołaniami na mecz z Ukrainą! Ba, że Fabiański jest najlepszym rozwiązaniem i Boruc oraz Szczęsny mogliby go podziwiać z trybun Stadionu Narodowego.
Tyle "kibice". Swoje dorzuciły też media, pisząc o fenomenalnym występie, kapitalnym meczu i cudownych interwencjach. Można byłoby pomyśleć, że Fabiański zagrał mecz życia. Nic takiego się jednak nie zdarzyło. Były piłkarz Legii Warszawa bronił dobrze, ale nie miał zbyt wiele pracy, a interwencję na światowym poziomie zanotował jedną - przy strzale Robbena.
W Polsce, ale nie tylko, szybko wynosi się piłkarzy na piedestał. Fabiański z wyśmiewanego do niedawna rezerwowego stał się bohaterem. Dla wielu przysłonił nawet wybranego kilka chwil wcześniej papieża.
Fabiańskiemu trzeba życzyć jak najlepiej, bo to porządny bramkarz i fajny człowiek. Dlatego wierzę, że nie zachłyśnie się jednym występem i kilkoma pochlebnymi komentarzami - a szczególnie tymi w polskich mediach i polskich "znawców".
środa, 13 marca 2013
Ekspert chciałby rządzić w polskiej piłce. Skromny trener sprowadził go na ziemię
Można krytykować Szpakowskiego, można śmiać się z "dziennikarza sportowego" Kurzajewskiego, ale to, co robi Pan Roman Kołtoń to katastrofa. To tacy ludzie są takim samym problemem polskiej piłki, jak korupcja, brak baz treningowych i słabi piłkarze.
Kołtoń od dawna ma swoją wizję świata i stara się do niej przekonać wszystkich dookoła. Udaje mu się to mizernie. Nic dziwnego. W ostatnim "Cafe Futbol" dał kolejny popis. I tylko pozostaje się cieszyć, że trener Piotr Stokowiec nie dał się sprowokować.
Gdyby swoje dorzucili jeszcze Mateusz Borek i Wojciech Kowalczyk, to Stokowiec powinien wyjść ze studia. Całe szczęście obaj nieweszli spadli na poziom Kołtonia. "Mati" i "Kowal" nie poparli Kołtonia
Zachowanie Kołtonia w stosunku do gościa było skandaliczne. A wcielenie się w role adwokata Euzebiusza Smolarka było żenujące. Gdyby nie to, że "Ebi" nie bardzo lubi takie zabawy (pamiętacie, jak próbował go "poderwać" Arboleda), to Kołtoń powinien spróbować się umówić ze Smolarkiem na randkę.
Póki tacy ludzie są "ekspertami", to w polskiej piłce nie będzie dobrze. Kołtoń w reprezentacji widziałby bowiem dalej Smolarka, którego sam by powołał, gdyż najchętniej byłby prezesem PZPN, szefem Ekstraklasy SA, selekcjonerem, trenerem wszystkich klubów Ekstraklasy, arbitrem i dziennikarzem. Kompleksy? Poniżej filmik z "walki" ze Stokowcem, a także "dwie książki o reprezentacji" i inne "kołtoniki".
Kołtoń od dawna ma swoją wizję świata i stara się do niej przekonać wszystkich dookoła. Udaje mu się to mizernie. Nic dziwnego. W ostatnim "Cafe Futbol" dał kolejny popis. I tylko pozostaje się cieszyć, że trener Piotr Stokowiec nie dał się sprowokować.
Gdyby swoje dorzucili jeszcze Mateusz Borek i Wojciech Kowalczyk, to Stokowiec powinien wyjść ze studia. Całe szczęście obaj nie
Zachowanie Kołtonia w stosunku do gościa było skandaliczne. A wcielenie się w role adwokata Euzebiusza Smolarka było żenujące. Gdyby nie to, że "Ebi" nie bardzo lubi takie zabawy (pamiętacie, jak próbował go "poderwać" Arboleda), to Kołtoń powinien spróbować się umówić ze Smolarkiem na randkę.
Póki tacy ludzie są "ekspertami", to w polskiej piłce nie będzie dobrze. Kołtoń w reprezentacji widziałby bowiem dalej Smolarka, którego sam by powołał, gdyż najchętniej byłby prezesem PZPN, szefem Ekstraklasy SA, selekcjonerem, trenerem wszystkich klubów Ekstraklasy, arbitrem i dziennikarzem. Kompleksy? Poniżej filmik z "walki" ze Stokowcem, a także "dwie książki o reprezentacji" i inne "kołtoniki".
sobota, 9 marca 2013
Dociera, ale nie rozumiem, czyli trudno być liderem
Gdy ogląda się głównego kandydat do mistrzostwa kraju, aktualnego lidera, to w wielu ligach można spodziewać się niezłego poziomu. W piątek obejrzałem mecz Legii. Na zmianę z Kac Vegas...
Obie pozycje były śmieszne. Film śmieszny w sensie zabawny, mecz śmieszny w sensie tragiczny. Poszczególne sceny w filmie i meczu były równie absurdalne. W tym pierwszym zamierzone, w drugim zupełnie nie...
Z gry Legii nie rozumiem zupełnie nic.
Niby dociera do mnie, że piłkarz polskiego klubu - w przeciwieństwie do zawodników wielu innych lig - nie jest w stanie być w formie przez całe długie TRZY miesiące, ale tego nie rozumiem.
Niby dociera do mnie, że Urban pewnie chciał przeszkody w postaci Korona, GKS Bełchatów i Podbeskidzie zaatakować z marszu, a szczyt (??) formy przygotował na kwiecień i maj, ale i tak nie rozumiem, czemu jego zespół w tym marszu zdobył tylko 4 punkty.
Niby dociera do mnie, że nikt się przed Legią nie położy i nie będzie czekał na najniższy wymiar kary, ale nie rozumiem, jak zespołów ze strefy spadkowej nie można na spokoju ograć umiejętnościami.
Niby dociera do mnie, że Legia po strzeleniu gola z Podbeskidziem próbowała bronić prowadzenia 1:0, ale tego nie rozumiem. To nie lepiej pójść za ciosem, dobić rywala i ostatnie pół godziny grać sobie na luzie?
Niby dociera do mnie, że Legia i tak wygrała, ale nie rozumiem po co zafundowała sobie takie nerwy.
Niby dociera do mnie, że niedługo Legię będzie może można chwalić, ale nie rozumiem dlaczego tak się stanie. Nie wiem, czy rozumie to ktokolwiek - z Janem Urbanem i piłkarzami Legii włącznie.
Niby dociera do mnie, że mistrzostwo Polski znaczy niewiele w skali europejskiej, ale nie rozumiem, czemu miałbym przestać emocjonować się walką o tytuł.
Niby dociera do mnie, że mistrzostwo to prawie pewna klęska w eliminacjach Ligi Mistrzów, ale wciąż mam nadzieję...
Trzeba tylko zrozumieć...
Obie pozycje były śmieszne. Film śmieszny w sensie zabawny, mecz śmieszny w sensie tragiczny. Poszczególne sceny w filmie i meczu były równie absurdalne. W tym pierwszym zamierzone, w drugim zupełnie nie...
Z gry Legii nie rozumiem zupełnie nic.
Niby dociera do mnie, że piłkarz polskiego klubu - w przeciwieństwie do zawodników wielu innych lig - nie jest w stanie być w formie przez całe długie TRZY miesiące, ale tego nie rozumiem.
Niby dociera do mnie, że Urban pewnie chciał przeszkody w postaci Korona, GKS Bełchatów i Podbeskidzie zaatakować z marszu, a szczyt (??) formy przygotował na kwiecień i maj, ale i tak nie rozumiem, czemu jego zespół w tym marszu zdobył tylko 4 punkty.
Niby dociera do mnie, że nikt się przed Legią nie położy i nie będzie czekał na najniższy wymiar kary, ale nie rozumiem, jak zespołów ze strefy spadkowej nie można na spokoju ograć umiejętnościami.
Niby dociera do mnie, że Legia po strzeleniu gola z Podbeskidziem próbowała bronić prowadzenia 1:0, ale tego nie rozumiem. To nie lepiej pójść za ciosem, dobić rywala i ostatnie pół godziny grać sobie na luzie?
Niby dociera do mnie, że Legia i tak wygrała, ale nie rozumiem po co zafundowała sobie takie nerwy.
Niby dociera do mnie, że niedługo Legię będzie może można chwalić, ale nie rozumiem dlaczego tak się stanie. Nie wiem, czy rozumie to ktokolwiek - z Janem Urbanem i piłkarzami Legii włącznie.
Niby dociera do mnie, że mistrzostwo Polski znaczy niewiele w skali europejskiej, ale nie rozumiem, czemu miałbym przestać emocjonować się walką o tytuł.
Niby dociera do mnie, że mistrzostwo to prawie pewna klęska w eliminacjach Ligi Mistrzów, ale wciąż mam nadzieję...
Trzeba tylko zrozumieć...
sobota, 2 marca 2013
Bułgarska "znachorka" i Rumak na drezynie
Gdybym był piłkarzem Lecha Poznań, to w piątkowy wieczór po porażce z Polonią Warszawa poszedłbym do burdelu i poprosił o towarzyszkę z Bułgarii.
Lechowi kompletnie nie idzie na Bułgarskiej. Cztery porażki z rzędu. Bilans bramek? 1:9. Proponuje przełamanie w agencji towarzyskiej z panią ze Złotych Piasków. Może na tej płaszczyźnie coś by weszło. Przy Bułgarskiej nie wchodzi prawie nic.
Wizyta u bułgarskiej "znachorki" pozwoliłoby też mi, jako piłkarzowi Lecha, upewnić się, czy mam jaja. Przy takim trenerze jak Mariusz Rumak każdego dnia przy kąpieli zaglądałbym pod brzuch, czy nie zaraziłem się zanikiem męskich atrybutów...
- Bramki na Bułgarskiej są chyba zaczarowane. Musimy je jak najszybciej odczarować - wypalił po meczu Rumak. Czarodziej, Harry Potter kurde... Dziwne, że nic nie zmienił w ciągu 84 minut spotkania z Polonią. No tak, tutaj nie czary są potrzebne, a umiejętności trenerskie i brak klapek na oczach. Wiecie ile razy Lech zdołał w tym sezonie odrobić straty? W pięciu próbach udało się 0 razy! To świadczy o słabości zespołu czy o braku pomysłu trenera na grę? Jak się uda strzelić, to OK, żre. Ale jak "Kolejorz" straci, to "Houston mamy problem". I nie ma co się oszukiwać. To się nie zmieni. Poznańska lokomotywa ma niezłą moc, tylko maszynista powinien raczej przesiąść się na drezynę.
Lechowi kompletnie nie idzie na Bułgarskiej. Cztery porażki z rzędu. Bilans bramek? 1:9. Proponuje przełamanie w agencji towarzyskiej z panią ze Złotych Piasków. Może na tej płaszczyźnie coś by weszło. Przy Bułgarskiej nie wchodzi prawie nic.
Wizyta u bułgarskiej "znachorki" pozwoliłoby też mi, jako piłkarzowi Lecha, upewnić się, czy mam jaja. Przy takim trenerze jak Mariusz Rumak każdego dnia przy kąpieli zaglądałbym pod brzuch, czy nie zaraziłem się zanikiem męskich atrybutów...
- Bramki na Bułgarskiej są chyba zaczarowane. Musimy je jak najszybciej odczarować - wypalił po meczu Rumak. Czarodziej, Harry Potter kurde... Dziwne, że nic nie zmienił w ciągu 84 minut spotkania z Polonią. No tak, tutaj nie czary są potrzebne, a umiejętności trenerskie i brak klapek na oczach. Wiecie ile razy Lech zdołał w tym sezonie odrobić straty? W pięciu próbach udało się 0 razy! To świadczy o słabości zespołu czy o braku pomysłu trenera na grę? Jak się uda strzelić, to OK, żre. Ale jak "Kolejorz" straci, to "Houston mamy problem". I nie ma co się oszukiwać. To się nie zmieni. Poznańska lokomotywa ma niezłą moc, tylko maszynista powinien raczej przesiąść się na drezynę.
piątek, 22 lutego 2013
Karuzela, karuzela - 10 mln euro spadło i zostało 500 tyś. PLN...
Ofensywa transferowa Legii Warszawa, rozbiór warszawskiej Polonii, wyjazd kilku gwiazd i kilku obiecujących piłkarzy wyciągniętych z I ligi. Okienko transferowe w Polsce już się zamyka. Czas na podsumowanie ciekawych tygodni, w których przewijało się 10 mln euro, było "jodłowanie" i "ząbkowski Messi".
Kupiony okazyjnie
Ireneusz Król odrzucił ofertę Queens Park Rangers za Łukasza Teodorczyka. Uznał, że dwa mln funtów to za mało. Później zapowiadał, że nie puści napastnika do Lecha Poznań nawet za 10 mln euro. Ostatecznie dogadał się z "Kolejorzem" i dostał... około 500 tysięcy złotych. Interes życia.
Rozbiór Polonii
Na kłopotach przy Konwiktorskiej skorzystały cztery kluby. Skorzystał Ruch, wyciągając Marcina Baszczyńskiego. Skorzystał Lech, biorąc Teodorczyka. Skorzystało Zagłębie, kontraktując Dore Cotrę. I skorzystała Legia, która wzięła Tomasza Brzyskiego i Włademira Dwaliszwiliego. Ponadto odszedł Edgar Cani, K6 opuścił też Isidoro.
Ma być lepszy niż Stilić
Lech jeszcze jesienią stracił Manuela Arboledę. Kolumbijczyk i część wiosny ma z głowy z powodu urazu. W Poznaniu nie zatrudniono jednak nowego stopera. Wzięto natomiast Teodorczyka i Kaspera Hamalainena. Fin ma być głównym dyrygentem wicelidera Ekstraklasy. I to lepszym niż Semir Stilić, o którym przy Bułgarskiej wielu zdążyło zapomnieć.
Udowodni, że nie jest gorszy od Koseckiego?
- Myślę, że nie jestem od niego gorszy, ale jednak to Kuba gra w pierwszym zespole, a ja niestety nie. To reprezentant kraju, jest szybki, ma swoje walory, ale ja też mam swoje - mówi Bartosz Żurek. Utalentowany piłkarz będzie miał okazję to udowodnić. Został wypożyczony z Legii do GKS Bełchatów i pewnie dołoży kolejne minuty do tych 9, które ma rozegrane w Ekstraklasie.
"International level" zamiast Milika
Górnik zrobił dobry interes na sprzedaży Arkadiusza Milika do Bayeru Leverkusen. Zabrzanie w miejsce młodego napastnika ściągnęli gościa, który swego czasu był kandydatem do miana gwiazdy. Przynajmniej według Leo Beenhakkera. Czas płynął, a Zahorski nie odpalił. Od sezonu 2008-09 zagrał w 69 meczach w Ekstraklasie. Strzelił 7 goli.
Powroty mniejsze i większe
Wisły nie było stać na transfery. Sprowadzono więc Kamila Kosowskiego, a po nieudanej przygodzie w Turcji wrócił Patryk Małecki. Czy poprawią grę Wisły i jej wyniki? Śmiem wątpić.
Po przerwie w karierze na boisko wraca też Krzysztof Ostrowski. Pomocnik, który nie podpił dawniej ligi w barwach Legii Warszawa, ostatnio prowadził klinikę uzależnień. Trudno przypuszczać, by teraz gra Śląska była uzależniona od "Ostrego", ale uzupełnieniem składu Pan Krzysztof pewne będzie niezłym.
W Bełchatowie znowu pojawił się Patryk Rachwał - ostatnio głębokie rezerwy Zagłębia Lubin.
Najwięksi przegrani...
Stawiam na dwóch piłkarzy. Pierwszy to Szymon Pawłowski. Po bardzo dobrej rundzie wydawało się, że będzie miał sporo ofert. A jednak nie miał w czym specjalnie wybierać i to mimo tego, że w czerwcu skończy mu się umowa z Zagłębiem. Jeśli zaliczy udaną wiosnę, to nie będzie problemu. Gorzej, jak powinie mu się noga... Wówczas może kontraktem poratuje go... Zagłębie.
Drugim przegranym jest Marcin Wasilewski. Wydaje się, że "Wasyl" trochę przekombinował. Rozmawiał z Legią i był bliski porozumienia, ale ostatecznie do podpisania umowy nie doszło. Latem temat może wrócić, ale do tego czasu Wasilewskiego czeka ławka rezerwowych w Anderlechcie Bruksela.
Do tego nagroda specjalna. Dla działaczy Śląska Wrocław za zamieszanie wokół przenosin Tomasza Jodłowca do Legii Warszawa. Takiego natężenie kompromitujących oświadczeń nie widziałem dawno.
Odlot nielicznych gwiazd
Zimą Ekstraklasa straciła kilku piłkarzy, którzy zaczynali przerastać ligę umiejętnościami. Tak było nawet w przypadku Rafała Wolskiego, który jesień stracił z powodu leczenia kontuzji. Pomocnik Legii wylądował w Fiorentinie. Wspomniany Milik już grywa w Bayerze. W Polsce nie chciał zostać Abdou Razack Traore, którego próbowała przekonać Legię. Reprezentant Burkina Faso wybrał ofertę Gaziantepsporu, gdzie spotkał Dervydasa Sernasa. Do tego grona warto dodać oczywiście Maora Meliksona, który trafił do Valenciennes oraz mimo wszystko Edgara Caniego. Albańczyk, gdyby nie trudny charakter, pewnie byłby gwiazdą Ekstraklasy. Po odejściu z Polonii zakotwiczył w Catanii Calcio. Do Sivassporu wyjechał Arkadiusz Piech.
Egzotyczne wyjazdy w mało znane miejsca
Kilku innych piłkarzy opuściło Ekstraklasie i wyjechało do lekko egzotycznych z naszego punktu widzenia lig. W Szeriffie Tyraspol będzie grał Krzysztof Król, który kiedyś miał być o krok od podboju Realu Madryt. W bułgarskim Etyrze 1924 Wielkie Tyrnowo o utrzymanie powalczą Sławomir Cienciała i Mateusz Bąk. W bułgarskiej lidze spotkają Adama Stachowiaka - obecnie już Botew Płowdiw.
Podbiją Ekstraklasę? Jest nawet "Messi"
Kilku piłkarzy zimą zamieniło zespoły I ligi na Ekstraklasę. Czy podbiją najwyższą klasę rozgrywkową? Julien Tadrowski (teraz Pogoń Szczecin) i Adrian Błąd (znowu Zagłębie Lubin), a także Wojciech Trochim (po Warcie Poznań przyszedł czas na Zagłębie) mają wszelkie dane, by błyszczeć w Ekstraklasie. Czy wykorzystają swoją szansę? Klasę będzie musiał potwierdzić "ząbkowski Messi", czyli Robert Chwastek, który zamienił Dolcan na Ruch Chorzów.
Który transfer okaże się najbardziej opłacalny: Włademira Dwaliszwiliego do Legii Warszawa
Kto będzie największym rozczarowaniem: Emmanuel Sarki z Wisły Kraków
Kto będzie największym objawieniem: Julien Tadrowski w Pogoni Szczecin
Kupiony okazyjnie
Ireneusz Król odrzucił ofertę Queens Park Rangers za Łukasza Teodorczyka. Uznał, że dwa mln funtów to za mało. Później zapowiadał, że nie puści napastnika do Lecha Poznań nawet za 10 mln euro. Ostatecznie dogadał się z "Kolejorzem" i dostał... około 500 tysięcy złotych. Interes życia.
Rozbiór Polonii
Na kłopotach przy Konwiktorskiej skorzystały cztery kluby. Skorzystał Ruch, wyciągając Marcina Baszczyńskiego. Skorzystał Lech, biorąc Teodorczyka. Skorzystało Zagłębie, kontraktując Dore Cotrę. I skorzystała Legia, która wzięła Tomasza Brzyskiego i Włademira Dwaliszwiliego. Ponadto odszedł Edgar Cani, K6 opuścił też Isidoro.
Ma być lepszy niż Stilić
Lech jeszcze jesienią stracił Manuela Arboledę. Kolumbijczyk i część wiosny ma z głowy z powodu urazu. W Poznaniu nie zatrudniono jednak nowego stopera. Wzięto natomiast Teodorczyka i Kaspera Hamalainena. Fin ma być głównym dyrygentem wicelidera Ekstraklasy. I to lepszym niż Semir Stilić, o którym przy Bułgarskiej wielu zdążyło zapomnieć.
Udowodni, że nie jest gorszy od Koseckiego?
- Myślę, że nie jestem od niego gorszy, ale jednak to Kuba gra w pierwszym zespole, a ja niestety nie. To reprezentant kraju, jest szybki, ma swoje walory, ale ja też mam swoje - mówi Bartosz Żurek. Utalentowany piłkarz będzie miał okazję to udowodnić. Został wypożyczony z Legii do GKS Bełchatów i pewnie dołoży kolejne minuty do tych 9, które ma rozegrane w Ekstraklasie.
"International level" zamiast Milika
Górnik zrobił dobry interes na sprzedaży Arkadiusza Milika do Bayeru Leverkusen. Zabrzanie w miejsce młodego napastnika ściągnęli gościa, który swego czasu był kandydatem do miana gwiazdy. Przynajmniej według Leo Beenhakkera. Czas płynął, a Zahorski nie odpalił. Od sezonu 2008-09 zagrał w 69 meczach w Ekstraklasie. Strzelił 7 goli.
Powroty mniejsze i większe
Wisły nie było stać na transfery. Sprowadzono więc Kamila Kosowskiego, a po nieudanej przygodzie w Turcji wrócił Patryk Małecki. Czy poprawią grę Wisły i jej wyniki? Śmiem wątpić.
Po przerwie w karierze na boisko wraca też Krzysztof Ostrowski. Pomocnik, który nie podpił dawniej ligi w barwach Legii Warszawa, ostatnio prowadził klinikę uzależnień. Trudno przypuszczać, by teraz gra Śląska była uzależniona od "Ostrego", ale uzupełnieniem składu Pan Krzysztof pewne będzie niezłym.
W Bełchatowie znowu pojawił się Patryk Rachwał - ostatnio głębokie rezerwy Zagłębia Lubin.
Najwięksi przegrani...
Stawiam na dwóch piłkarzy. Pierwszy to Szymon Pawłowski. Po bardzo dobrej rundzie wydawało się, że będzie miał sporo ofert. A jednak nie miał w czym specjalnie wybierać i to mimo tego, że w czerwcu skończy mu się umowa z Zagłębiem. Jeśli zaliczy udaną wiosnę, to nie będzie problemu. Gorzej, jak powinie mu się noga... Wówczas może kontraktem poratuje go... Zagłębie.
Drugim przegranym jest Marcin Wasilewski. Wydaje się, że "Wasyl" trochę przekombinował. Rozmawiał z Legią i był bliski porozumienia, ale ostatecznie do podpisania umowy nie doszło. Latem temat może wrócić, ale do tego czasu Wasilewskiego czeka ławka rezerwowych w Anderlechcie Bruksela.
Do tego nagroda specjalna. Dla działaczy Śląska Wrocław za zamieszanie wokół przenosin Tomasza Jodłowca do Legii Warszawa. Takiego natężenie kompromitujących oświadczeń nie widziałem dawno.
Odlot nielicznych gwiazd
Zimą Ekstraklasa straciła kilku piłkarzy, którzy zaczynali przerastać ligę umiejętnościami. Tak było nawet w przypadku Rafała Wolskiego, który jesień stracił z powodu leczenia kontuzji. Pomocnik Legii wylądował w Fiorentinie. Wspomniany Milik już grywa w Bayerze. W Polsce nie chciał zostać Abdou Razack Traore, którego próbowała przekonać Legię. Reprezentant Burkina Faso wybrał ofertę Gaziantepsporu, gdzie spotkał Dervydasa Sernasa. Do tego grona warto dodać oczywiście Maora Meliksona, który trafił do Valenciennes oraz mimo wszystko Edgara Caniego. Albańczyk, gdyby nie trudny charakter, pewnie byłby gwiazdą Ekstraklasy. Po odejściu z Polonii zakotwiczył w Catanii Calcio. Do Sivassporu wyjechał Arkadiusz Piech.
Egzotyczne wyjazdy w mało znane miejsca
Kilku innych piłkarzy opuściło Ekstraklasie i wyjechało do lekko egzotycznych z naszego punktu widzenia lig. W Szeriffie Tyraspol będzie grał Krzysztof Król, który kiedyś miał być o krok od podboju Realu Madryt. W bułgarskim Etyrze 1924 Wielkie Tyrnowo o utrzymanie powalczą Sławomir Cienciała i Mateusz Bąk. W bułgarskiej lidze spotkają Adama Stachowiaka - obecnie już Botew Płowdiw.
Podbiją Ekstraklasę? Jest nawet "Messi"
Kilku piłkarzy zimą zamieniło zespoły I ligi na Ekstraklasę. Czy podbiją najwyższą klasę rozgrywkową? Julien Tadrowski (teraz Pogoń Szczecin) i Adrian Błąd (znowu Zagłębie Lubin), a także Wojciech Trochim (po Warcie Poznań przyszedł czas na Zagłębie) mają wszelkie dane, by błyszczeć w Ekstraklasie. Czy wykorzystają swoją szansę? Klasę będzie musiał potwierdzić "ząbkowski Messi", czyli Robert Chwastek, który zamienił Dolcan na Ruch Chorzów.
Który transfer okaże się najbardziej opłacalny: Włademira Dwaliszwiliego do Legii Warszawa
Kto będzie największym rozczarowaniem: Emmanuel Sarki z Wisły Kraków
Kto będzie największym objawieniem: Julien Tadrowski w Pogoni Szczecin
Subskrybuj:
Posty (Atom)